Kreatywny warsztacik Łucji

Hejo wszystkim! 🥰
Na tym kanale pokażę Wam ciekawe zakątki czytelniczego oraz artystycznego świata.

Moje motto? Kto czyta książki, ten żyje podwójnie... 🤪

Dlatego widzimy się w następnych rozdziałach!!!📽️

PS.
Znajdziecie mnie również na:

IG. instagram.com/kreatywny_warsztacik_lucji?igshid=Mz…

FB.
www.facebook.com/kreatywnywarsztaciklucji


Kreatywny warsztacik Łucji

"W myśleniu najbardziej przeszkadzają nam głowy", a zwłaszcza gdy próbujemy rozgryźć skomplikowane uczucia – szczególnie te, które zaczynają się od przyjaźni, a przeradzają w coś więcej. „Eli i Matt” – książka Agaty po raz kolejny serwuje nam historię o relacjach, tym razem w zimowej scenerii urokliwego szwajcarskiego miasteczka. Brzmi obiecująco, prawda? Niestety, w tej książce nie poczułam tego zachwytu, którego się spodziewałam.

Pierwszą rzeczą, która mnie trochę rozczarowała, były O WIELE ZA krótkie rozdziały. Choć przyspieszają one tempo czytania, to niestety odbierają głębię fabule. W przeciwieństwie do "Aurory" w tym przypadku zamiast budować napięcie i rozwijać historię, sprawiają, że przeskakujemy po wydarzeniach, nie zatrzymując się na chwilę dłużej, by naprawdę poczuć te emocje. To, co mogło być ciekawie rozbudowane, zostało potraktowane bardzo powierzchownie.

A co do romansu... Przyjaźń, która powoli zamienia się w miłość, miała potencjał, ale zabrakło mi TEJ iskry, TEGO momentu, który przyprawia o szybsze bicie serca. Eli i Matt to sympatyczne postacie, ale ich relacja rozwija się tak spokojnie i bez dramatów, że momentami brakowało mi emocji, które sprawiłyby, że bardziej wciągnęłabym się w ich historię.

Największym problemem była dla mnie jednak fabuła – miałam wrażenie, że niewiele się dzieje, a książka, zamiast opowiadać o szalonych wyzwaniach, była po prostu... o niczym. To, co miało być pełne wrażeń, nie wywołało u mnie żadnych emocji. Może problem tkwi w tym, że książka jest bardziej dla młodszych czytelników? Reklamowana jako młodzieżówka, ale czułam, że jej targetem są raczej osoby w wieku 11-12 lat. To sprawia, że trudno mi się było wciągnąć, bo czułam, że brakuje mi czegoś bardziej angażującego.

Nie zrozumcie mnie źle – nadal widzę wiele dobrych rzeczy w tej książce. Zimowy klimat, motyw przyjaźni, a nawet fabryka czekolady w tle były świetnymi elementami, które budowały atmosferę. A do tego scena na diabelskim młynie – to jeden z niewielu momentów, które naprawdę mnie urzekły. Jeśli jednak szukacie czegoś bardziej emocjonującego lub głębszego -możecie się rozczarować...

⭐ 3/5
🌶️ 1,5/5
😈 13+

(Współpraca reklamowa z @odyseya.books)

11 months ago | [YT] | 14

Kreatywny warsztacik Łucji

Przez całe życie miałam wrażenie, że nigdy nie będę wystarczająco dojrzała. Do pisania. Niektórzy mówią, że pisarze to ludzie starsi, doświadczeni, głęboko odciskający swoje stopy na ścieżkach życia.

A jednak… Ja twierdzę, że każdy ma swoją historię do opowiedzenia. I co za ironia! Z autorką tego dzieła po raz pierwszy spotkałam się, gdy recenzowałam „Wszyscy byliśmy za młodzi”. Ciekawe, co by się stało, gdybym tamtego dnia nie wrzuciła swojej opinii do sieci... Ale nie o tym teraz mowa!

Wiecie, jak to jest mieć wielkie marzenia? Oczywiście, że wiecie. Wszyscy marzymy o idealnym życiu, najlepiej na szczycie drapacza chmur w Nowym Jorku, w modnych ciuchach, popijając kawę za 15 dolarów (z pianką w kształcie serduszka, bo wiadomo – stylówka musi być). Tyle że ta książka przypomina nam, że czasem marzenia mają to do siebie, iż rozbijają się o rzeczywistość jak... no cóż, jak skrzydła o szybę.

Szczerze mówiąc, boję się. Boję się, że gdy lektura ujrzy światło dzienne, wszystko, co przeżyłam i wszyscy ludzie, których poznałam, po prostu znikną. Ta historia, która stała się moim domem, nagle stanie się po prostu książką. Dlatego tak długo odkładałam napisanie tej zapowiedzi na później, mając nadzieję, że nie będę musiała się z tym zmierzyć…

Już za chwilę, bo 13 listopada, „Broken Wings. American Dream” zagości w księgarniach, a ja z radością i przerażeniem będę towarzyszyć jej w tej podróży. Po drodze poznałam tylu cudownych patronów, z którymi siedziałam przez długie dnie (i noce), czasami śmiejąc się jak głupia, czasami zarywając kolejne ranki, bo płakałam nad losami bohaterów. Tyle czasu wsadziłam w promocję tej książki… to nie tylko „głupie filmiki”, to kawałek mnie. Nas.

I teraz ten kawałek mamy oddać Wam. Szok, co?

A więc oficjalnie mogę to powiedzieć: Jestem jedną z patronek BW2 i witam Was w świecie, gdzie złamane serca, niewypowiedziane słowa i zderzenie z rzeczywistością robią konkurencję najlepszym rollercoasterom (i tak, mowa o tych, które sprawiają, że kręci Ci się w głowie przez tydzień).

I choć sama jestem przerażona, że ten dom, który zbudowałam, przestanie istnieć po premierze, to wierzę, że Wy będziecie tymi, którzy będą w nim mieszkać dalej...

1 year ago | [YT] | 7