Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Cześć! Mam na imię Olga Glagoleva.

Jestem Rosjanką, która w 2022 roku uciekła do Polski z rodziną i… kotami 🐾
Na kanale pokazuję emigrację taką, jaka jest naprawdę: trudną, czasem bolesną, czasem zabawną.
Mówię o życiu w Polsce i w Rosji, różnicach między nami, podróżach, codzienności i polityce — z perspektywy zwykłej kobiety, nie eksperta.

Jeśli chcesz zobaczyć życie bez filtrów — zapraszam. Subskrybuj 🤍


Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Moi Drodzy ❤️

Na moim nowym rosyjskojęzycznym kanale pojawił się już trzeci odcinek z podróży kamperem po Europie.

Tym razem zabieram widzów do Lauterbrunnen – jednej z najpiękniejszych dolin w Szwajcarii. Miałam perfekcyjnie zaplanowany dzień: wodospady, alpejską wioskę Mürren bez samochodów, szczyt Birg i spektakularne widoki.

Problem w tym, że... mieliśmy plan. I prawie nic nie poszło zgodnie z planem. 😅

To właśnie za to kocham podróże kamperem – nigdy nie wiadomo, co wydarzy się za następnym zakrętem.

Jeśli znacie rosyjski, serdecznie zapraszam. To trochę inne filmy niż te na tym kanale – bardziej osobiste, spokojniejsze i nagrywane w formie listów do przyjaciół, którzy zostali w Rosji. ❤️
⬇️
https://youtu.be/r0gQNRVgXzY?si=0jF7w...

9 hours ago | [YT] | 106

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Moi Drodzy,

kontynuuję opowieść o naszej niezwykłej podróży kamperem po Europie. 🚐❤️

Tym razem zabieram Was do Lucerny, nad wodospad Reichenbach, gdzie według Arthura Conana Doyle’a Sherlock Holmes stoczył swój ostatni pojedynek z profesorem Moriartym.

Ale największe zaskoczenie czekało na mnie w muzeum Sherlocka Holmesa. Zobaczyłam tam coś, czego absolutnie nie spodziewałam się znaleźć w małym szwajcarskim miasteczku. I ma to związek z bardzo znanym filmem z czasów ZSRR...

Na koniec dnia trafiliśmy do najdroższego kempingu w moim życiu. Prawie 100 euro za dobę! 😳
Szczerze liczyłam, że za taką cenę przy zameldowaniu przynajmniej poczęstują mnie prosecco albo szwajcarską czekoladą. Rzeczywistość okazała się jednak nieco inna. 😅

Jeśli znacie język rosyjski, serdecznie zapraszam na mój nowy kanał podróżniczy.

To bardzo klimatyczny film. Trochę inny niż moje materiały po polsku. Bardziej osobisty, spokojniejszy i pełen emocji, którymi dzielę się z przyjaciółmi, za którymi tęsknię.

Link znajdziecie tu. 👇
https://youtu.be/ABqGzCt2XHk?si=oZUtV...

1 week ago | [YT] | 418

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Cześć Kochani!

Wróciłam właśnie z niesamowitej podróży kamperem przez Liechtenstein, Szwajcarię, Francję i Włochy. I wiecie co? Ta podróż zaowocowała nowym kanałem na YouTube. 😊

Tak naprawdę wróciłam do korzeni. To właśnie od filmów podróżniczych zaczynał się ten kanał, który dziś ogląda ponad 40 tysięcy osób.

Przez ostatnie lata bardzo brakowało mi nagrywania o podróżach po rosyjsku. Kiedy mówi się do kamery w swoim ojczystym języku, emocje są po prostu inne. Dla mnie to także powrót do wielu ciepłych wspomnień.

Jeśli znacie język rosyjski i lubicie podróże, vanlife oraz spojrzenie na Europę oczami Rosjanki mieszkającej w Polsce, zapraszam Was na mój nowy kanał.

Pierwszy film z Liechtensteinu już jest, a przede mną jeszcze co najmniej 10 kolejnych odcinków z tej wyprawy! 🚐🏔️

Link znajdziecie tu. 👇
https://youtu.be/_oN2UIikS7o?si=DNxrf...

1 week ago | [YT] | 527

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Nienawidzę policealnej szkoły ROE, w której się uczę! W sobotę cały wieczór ryczałam, a wczoraj chodziłam jak struta.

Bo w ramach zajęć na kierunku „Asystent kierownika produkcji filmowej i telewizyjnej” kazali nam pójść na 23. edycję Festiwalu Millennium Docs Against Gravity, obejrzeć kilka dokumentów i napisać recenzję.

Od razu mówię — to nie jest żadna recenzja. To są moje emocje. Bardzo duże emocje. A normalną pracę oddaję dopiero pod koniec maja.

W każdym razie w sobotę poszłam na film „Mariinka”. Z opisu wynikało, że to historia mieszkańców miejscowości pod Donieckiem. O tym, jak wojna wpłynęła na ich życie. O dwóch braciach walczących po przeciwnych stronach — jeden „wyzwala Ukrainę od nazistów”, drugi broni swojej ziemi.

Dlaczego wybrałam akurat ten film? Totalnie z głupiego powodu — przez język. Ciągle się stresuję, że nie nadążę czytać polskich napisów, a tu pomyślałam: Ukraina, czyli pewnie rosyjski albo ukraiński, wszystko zrozumiem.

No i poszłam. Na własną odpowiedzialność.

I to, co zobaczyłam, kompletnie mnie rozwaliło emocjonalnie.

Bo ten film w ogóle nie jest o polityce. Nie o tym, kto ma rację. Nie o wiadomościach w telewizji.

On jest o tym, jak wojna mieli zwykłe ludzkie życie.

Jest dziewczyna tańcząca w sukni maturalnej pośród ruin swojego domu.

I wygląda to tak strasznie, że pół nocy potem nie mogłam zasnąć.

Jeden brat mieszka w Ameryce, gra w paintball, śmieje się, żyje normalnie. A jego dwaj rodzeni bracia w tym samym czasie walczą po przeciwnych stronach frontu.

Jest kobieta w jaskrawożółtej kurtce, która ciągnie przez linię frontu pomnik Lenina. I to jest jednocześnie śmieszne, absurdalne i tak przerażające, że mózg przestaje normalnie reagować.

Są też sceny z psami biegającymi po zbombardowanym mieście między ciałami i szukającymi jedzenia.

I w pewnym momencie przestajesz oglądać film. Siedzisz tylko w fotelu i próbujesz ogarnąć, że ludzie naprawdę przez to przechodzą. I że to wszystko dzieje się dosłownie teraz.

Najbardziej przeraża ten surrealistyczny kontrast.

Tu jeden świat — spokojny, bezpieczny, bogaty — gdzie ludzie w pełnym wojskowym wyposażeniu bawią się w paintball.

A tu drugi świat — gdzie ludzie ubrani prawie tak samo naprawdę walczą o życie i swoją ziemię.

I straszne jest to, że te dwa światy istnieją jednocześnie. Tu i teraz. A między nimi jest przepaść.

Tak że dzięki, ROE, za traumę psychiczną 😭

Ale serio — to jeden z najmocniejszych dokumentów, jakie widziałam w życiu.

Festiwal trwa do 17 maja w kinach i do 1 czerwca online w największych miastach Polski: Warszawa, Wrocław, Gdynia, Katowice, Poznań, Łódź.

A ja idę jeszcze na dwa filmy. I na pewno napiszę potem o swoich wrażeniach.

mdag.pl/23/pl/warszawa/homepage

1 month ago | [YT] | 1,028

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Czekacie na kolejny odcinek o mojej podróży z mężem ciężarówką?
A tymczasem dziś na moim drugim kanale pojawił się film o tym, jak jechałam autobusem z Wiednia do Poznania. Nawet nie planowałam nagrywać tego filmu, bo miała to być nudna, 9-godzinna podróż.
Ale… znowu nie obyło się bez przygód. 😀
Życzę miłego oglądania!

https://youtu.be/tb7GfWc3zug?is=o0PVy...

1 month ago | [YT] | 23

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Spędziłam 4 noce podczas majówki z kierowcą tira. Już opowiadam…

Poranek tuż przed majówką. Nic tego nie zapowiadało.
Telefon od męża:
- Wieczorem będę w Świnoujściu, dasz radę przyjechać?
- Ty mnie zapraszasz na randkę? W ciężarówce?
- Nie, dostałem receptę na leki, kupisz i przywieziesz?

Uwielbiam mojego męża. Niezły z niego romantyk 😀

Na aptekę, bilet i pakowanie miałam pół godziny. Wzięłam poduszkę, koc, ubrania na zmianę, crocsy i cały „zestaw higieniczny”. No bo co, a nuż ta romantyczna randka się przeciągnie 😀

O pociągu, jak jechałam bez miejsca i prawie spóźniłam się na przesiadkę, już opowiadałam nie będę się powtarzać.

Mąż odbiera mnie w Świnoujściu, bierze mój wypchany plecak:
- Oho, jakie ciężkie te tabletki!
No tak, oprócz romantyka jest też niezłym żartownisiem 😀

I tak zaczęła się moja najbardziej nietypowa i genialna majówka.

Noc w ciężarówce z chłodnią - romantyzm do sześcianu! Wyobraźcie sobie, że śpicie z głową na starym lodówkowym „Saratowie”. Mniej więcej tak to wygląda. Ale kto by się poddawał!

O 4 rano ruszamy w stronę Austrii. Niesamowite wschody słońca, szerokie autostrady, piękne widoki, wąskie górskie drogi, przytulne miasteczka, rozmowy od serca, nocleg „z funkcją wibracji” 🚛 i w końcu jesteśmy w czeskim Podivínie.

Postój na 45 godzin i… idealny parking! Oprócz standardu (toaleta, prysznic, pralka, knajpka) bonus: hamburger i aż 3 kufle 🍻 czeskiego piwa w cenie. A do tego przystanek autobusu i stacja kolejowa w 10 minut pieszo!

Żebyście zrozumieli zazwyczaj takie parkingi są gdzieś przy autostradzie albo na totalnym odludziu. A tu cywilizacja na wyciągnięcie ręki.

Dzień pierwszy. Zamek z listy UNESCO w Lednicach. 20 minut autobusem! Ludzie przyjeżdżają tu specjalnie, a my trafiliśmy przypadkiem i stoimy obok.

Zamek to letnia rezydencja książąt Liechtensteinu. Też bym chciała taką „daczę” w stylu neogotyckim.

Do wyboru aż 5-6 tras: wnętrza, pokoje dziecięce, grota, oranżeria i… minaret. Tak, minaret.

Legenda mówi, że książę chciał zbudować kościół, ale mieszkańcy protestowali, więc się zdenerwował i postawił minaret. W rzeczywistości to po prostu moda na egzotykę.

Dzień drugi Brno. 30 minut pociągiem i już wspinamy się na ratusz, a potem schodzimy do podziemi oglądać mumie mnichów.

Ci mnisi leżący na podłodze to nie rozpadłe trumny. Tak miało być. Filozofia skromności. Chowano ich w wielorazowych trumnach z wyjmowanym dnem: przynoszono ciało, zdejmowano trumnę, kładziono na ziemi, pod głowę kamień. Symbol życia pełnego wyrzeczeń. Nie żyli w luksusie to i po śmierci nie zaczynali 😀

Ale podziemia to dopiero początek „hardkorowego dnia” czas na ossuarium. Drugie co do wielkości w Europie po paryskim.

Mały disclaimer: wrażliwi niech nie czytają ❗️
Ossuarium to miejsce przechowywania ludzkich kości. Najpierw chowano normalnie, ale gdy brakowało miejsca stare szczątki wykopywano i przenoszono do takich zbiorczych przestrzeni.

I tak oto Czechy poszły o krok dalej z kości z XVI-XVII wieku zrobiono… instalacje artystyczne. Tak, w ossuarium. A czeski kompozytor napisał do tego muzykę. Trochę mroczne, ale hipnotyzujące.

Trochę się pokłóciliśmy. Mąż mówi, że to profanacja i nie chciałby po śmierci zostać „eksponatem”. A ja? Czemu nie 😀 A wy co myślicie?

Na koniec dnia - zamek Špilberk. Ale nie wnętrza zrobiły wrażenie, tylko… więzienie. Średniowieczne. Dyby, tortury, wilgotne kazamaty, 50 osób w małym pomieszczeniu? Nic nowego. Człowieka z Rosji, który był w muzeach represji stalinowskich, tym nie zaskoczysz. Szczerze — w ogóle nie polecam. Tym bardziej, że teraz ponad połowa jest zamknięta z powodu remontu.

Czwarta noc - chłodnia już mnie usypia, pobudki o 4 rano wchodzą w nawyk, zaczyna mi się podobać krojenie sałatki na kolanie, gotowanie jajek na kuchence gazowej, jazda przed siebie, rozmowy o wszystkim i patrzenie, jak zmienia się krajobraz…
Ale…

Dziś Wiedeń. Mąż na rozładunek, a ja „desant” gdzieś w strefie przemysłowej i na autobus. 9,5 godziny z tej drogowej romantyki do codzienności.

I jadąc teraz autobusem, myślę sobie: czasem wystarczy powiedzieć „tak” i wskoczyć do swojej ciężarówki życia - nawet jeśli nie do końca znasz trasę.

Co o tym myślicie?

1 month ago (edited) | [YT] | 444

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Jestem w SZOKU po polskich pociągach. Serio. I to, co się dziś wydarzyło, to gotowy scenariusz na thriller 🚆

Jadę właśnie do Świnoujścia. Z Poznania bezpośredni pociąg? Jeden jedyny. Oczywiście nie zdążyłam kupić biletu — wyjazd wyskoczył nagle. Więc jadę z przesiadką.

I tu pierwszy szok, do którego po 4 latach nadal nie mogę się przyzwyczaić: sprzedają bilety… BEZ MIEJSC. Tak, dobrze czytasz. Możesz kupić bilet i całą drogę stać. Albo polować na zwolnione miejsce jak w „Igrzyskach śmierci”. A dziś dzień przed majówką — pociągi zapchane po brzegi. Najlepsze? Bilet bez miejsca kosztuje tyle samo. Serio? Ten sam hajs za zupełnie inny komfort?

Kupowałam przez aplikację Koleo — na cały odcinek, bo tak wychodzi taniej. Ale był haczyk: przesiadka 17 minut. Drugi pociąg — regionalny, oczywiście bez miejsc.

I tu drugi szok.

Wpadam na dworzec, a mój pociąg… +20 minut opóźnienia. Jeszcze nie ruszyłam, a już wiem, że na 99% nie zdążę. Liczę, że nadrobi. Nie nadrobił. Im bliżej stacji przesiadkowej, tym gorzej.

Zaczynam sprawdzać kolejne połączenia. W głowie plan B: dojechać dalej, zmienić stację, czekać w polu i łapać następny pociąg za półtorej godziny. Pogodziłam się prawie.

I wtedy — trzeci szok.

Podjeżdżamy powoli na stację przesiadkową. „Szkoda, że pociąg do Świnoujścia odjechał 15 minut temu” — myślę, patrząc bez większej nadziei przez okno. Na sąsiednim torze stoi jakiś regionalny skład.

I nagle w głowie pojawia się szalona myśl: „A jeśli to TEN pociąg… i on czeka?”

Nie widzę dobrze, nawet w okularach. Nasz skład już się wyludnił, drzwi zaraz się zamkną.

Mrużę oczy… i w końcu odczytuję napis: „Świnoujście”.

W sekundę łapię plecak, prawie gubię telefon i wybiegam. Ludzie z mojego peronu już biegną — ale oni są bliżej. Pociąg zaraz odjedzie. Sekunda i zostanę sama.

I wtedy włącza się tryb: BIEGNIJ.

Torba, plecak, zero godności — lecę.

I… UDAŁO SIĘ.

Pociąg rusza dopiero wtedy, gdy konduktor upewnia się, że wszyscy z sąsiedniego peronu zdążyli.

I ja naprawdę nie mogę w to uwierzyć.

Ten pociąg ODSTĄPIŁ od rozkładu i poczekał na pasażerów. A było ich pół składu. Każdy z nich mógł po prostu poczekać 1,5 godziny na następny.

Jestem w szoku, że komuś się… chciało.
Że komuś nie było wszystko jedno.

Tak oto zwykła trasa do Świnoujścia zamieniła się w małe, nieplanowane приключение.

A teraz pytanie do Was:
co bardziej Was szokuje — opóźnienia, bilety bez miejsc… czy to, że pociąg potrafi poczekać na ludzi?

Albo inaczej:
czy mieliście kiedyś moment w podróży, kiedy system zawiódł… a ludzie uratowali sytuację?

2 months ago | [YT] | 452

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

4 lata temu, kiedy dopiero przyjechałam do Polski, moja przyjaciółka zrobiła ze mną sesję coachingową.
Pracowałam wtedy na produkcji, od czasu do czasu prowadziłam kanał na YouTube po rosyjsku, byłam przekonana, że „los emigranta to magazyny i fabryki”. Mój polski był na poziomie 0+, a o tym, że kiedyś będę popularną blogerką - i to jeszcze po polsku — nawet nie śmiałam marzyć.

Kiedy poprosiła mnie, żebym zwizualizowała siebie za 5 lat, powiedziałam (trochę pół żartem, pół serio), że widzę себя jako osobę publiczną… i że wywiad przeprowadza ze mną znana polska dziennikarka.
I sama się z tego zaśmiałam. Brzmiało jak fantazja.

Dziś przypadkiem wróciłam myślami do tamtej rozmowy… kiedy ukazał się mój wywiad z Arleta Bojke.

I wiecie co? Nadal nie mogę w to uwierzyć.
Ja - „jakaś tam” Rosjanka, która zaczynała od zera - udzielam wywiadu znanej polskiej dziennikarce.

Czy ja śnię? 😅
Ktoś mnie uszczypnie? Link do wywiada ⬇️⬇️
https://youtu.be/AFGZgUvWRuk?si=0qrm1...

2 months ago | [YT] | 35

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

4 lata temu przekroczyliśmy granicę z UE.

Z młodszą córką, kotami, samochodem wypchanym po brzegi.

I wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że nie będzie już drogi powrotnej.

Pamiętam jeden szczegół, który do dziś nie daje mi spokoju.

Pierwszy raz nikt nie sprawdzał naszych rzeczy. W ogóle.
Litewscy pogranicznicy stali i… bawili się naszymi kotami.

A potem powiedzieli:

„Z takimi dokumentami nie wywieziecie ich już z powrotem”.

I wtedy coś we mnie kliknęło.

To nie jest wyjazd „na próbę”.
Wyjeżdżamy na zawsze.

Do Poznania nie da się dojechać w jeden dzień.

Trzeba było gdzieś przenocować.

Karty nie działały. Booking się nie otwierał.

I naprawdę byliśmy o krok od tego, żeby zostać na ulicy.
W ostatniej chwili przyjął nas mały pensjonat w Druskiennikach.
I właśnie tam, pierwszy raz od półtora miesiąca, zasnęłam spokojnie.
Bez lęku.
Bez tego dziwnego poczucia, że żyję w jakiejś równoległej rzeczywistości.

Następnego dnia – Poznań.


Pierwsze trzy miesiące to był survival:
😱 znaleźć mieszkanie
😱 znaleźć pracę bez języka
😱 wytrzymać w tej pracy
😱 załatwić córce studia
😱 i codziennie liczyć, czy wystarczy na wszystko pieniędzy


A potem, mniej więcej po pół roku, przychodzi moment, który zwala z nóg.
Pojawiają się pytania, przed którymi nie da się uciec:
Kim ja teraz jestem?
Co ja tu robię?
Czy to była dobra decyzja?
Dlaczego z wyższym wykształceniem pracuję jako sprzątaczka?
To tylko etap… czy już mój sufit?

Naprawdę nie myślałam, że ta praca tak mnie uderzy.

Wydawało mi się — co za różnica, byle płacili.
A okazało się, że poczucie własnej wartości jest tak samo ważne jak pieniądze.

Pierwszy rok był emocjonalnie bardzo ciężki.

Mimo że kocham Polskę. Naprawdę.
Tyle wsparcia, ile dostałam od Polaków, nie doświadczyłam przez całe życie w Rosji.
Ale zaczynać od zera w obcym kraju, bez języka, bez swojego świata —
to uderza mocniej, niż się spodziewasz.

I pamiętam jedną rozmowę u znajomych.

W Petersburgu mieli duży, piękny dom, życie poukładane.
A tutaj - zniszczone mieszkanie, byle było gdzie mieszkać.

Siedzimy, rozmawiamy… i nagle mnie olśniło:

„Słuchajcie, przecież dostaliśmy szansę przeżyć to wszystko jeszcze raz”.

I naprawdę to poczułam.

Jak flashback.

Znowu jesteśmy studentami.

Bez pieniędzy.
Na czyjejś kuchni.
Na krzywych stołkach zostawionych przez ekipę remontową.
A przed nami — znowu całe życie.

I tak właśnie żyjemy.

Nasze drugie życie.
Już piąty rok.

Myślałam dziś, żeby zrobić live o 17:00

i „uczcić” te 4 lata razem z Wami.
Co myślicie?

2 months ago | [YT] | 993

Olga Glagoleva Rosjanka w Polsce

Dzisiaj właścicielka mieszkania napisała mojej córce SMS-a:

„Cześć, mam ważną sprawę. Wasza kamienica została sprzedana i pilnie potrzebny jest remont dachu. Czy chciałabyś się przeprowadzić do końca marca do dużego pokoju na ul. …?”

Czyli w praktyce:
👉 zamiast mikro-kawalerki proponuje jej pokój ze wspólną kuchnią i łazienką
👉 i to jeszcze drożej
👉 a wyprowadzić się trzeba… do końca marca

Tylko że moja córka:

w przyszłym tygodniu ma obronę dyplomu

powinna się skupić na nauce, a nie na przeprowadzce

a zaraz potem wzięła kilka dni wolnego, żeby odpocząć po wszystkim

I teraz pytanie: co z tym zrobić?

Kolejna sprawa — kaucja.
Właścicielka pisze, że ją zwróci, „jeśli wszystko będzie w porządku i mieszkanie będzie w dobrym stanie”.

Tylko… po co jej stan mieszkania, skoro kamienica została już sprzedana i i tak będzie remont?

Szczerze mówiąc, jestem oburzona tą sytuacją.

Oczywiście córka będzie musiała się wyprowadzić, ale mam wrażenie, że to nie jest w porządku i tak to nie powinno wyglądać.

👉 Co byście zrobili na naszym miejscu?
👉 Czy właścicielka ma prawo wymagać wyprowadzki w takim trybie?
👉 Jak to rozegrać, żeby nie stracić kaucji?

Będę wdzięczna za każdą radę 🙏

3 months ago | [YT] | 116